Mój Dzienniczek Polski. Andrzej Sikorowski

Oj, nie taki miał być ten zakopiański pobyt. Ale życie zaskakuje wydarzeniami, których wcale się nie spodziewamy. Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wieść o śmierci Jaśka Bachledy, jednego z najlepszych polskich alpejczyków. Wiedziałem, że zmagał się z nowotworową przypadłością, ale sądziłem, że twardy góral łatwo się nie podda. Bo był Jano twardzielem skrywającym pod skorupą oschłości, graniczącej czasem z arogancją, złote serducho. Jeździł brawurowo, inaczej niż starszy i sławniejszy brat Ałuś. Jakub chciał powyrywać slalomowe tyczki i udowodnić, kto tu panem stoku. Siła fizyczna górowała nad techniką i finezją, ale przecież w wyczynowym sporcie liczy się rezultat, a sukcesów Jasiek zaliczył niemało. A teraz tej krzepy i animuszu zabrakło. Miał zaledwie 57 lat.<br />
   Następnego dnia rodzinnej tragedii ciąg dalszy. Odszedł Andrzej Bachleda senior i dołączył do syna gdzieś tam wysoko. Wybitny śpiewak operowy, świetny interpretator pieśni Karłowicza, Szymanowskiego, Chopina powiększył chór nieobecnych, jeszcze nie tak dawno miałem okazję wychylać z nim jakiś kieliszek patrząc z tarasu Bachledów na Giewont. Ten Dom w doskonały sposób łączy sport ze sztuką będąc przykładem godnym naśladowania. Artystyczną pasją senior zaraził kolejne pokolenia. Wszak wspomniany mistrz desek Ałuś Bachleda - architekt zasiada z powodzeniem do fortepianowej klawiatury, jego syn jeszcze jeden Andrzej, wydał niedawno autorską płytę, na której udowadnia prawdziwy talent. Dziadek musiał być z niego dumny. Zakopane straciło dwóch wybitnych przedstawicieli.<br />
   Ale też wzbogaciło swoją kulturalna mapę. Za sprawa Danutki Sztenclowej - lekarza dermatologa i jej społecznikowskiej pasji, w dobie komercji zabójczej dla wszystkiego, co ambitne i mądre powstało pod Tatrami Stowarzyszenie im. Mieczysława Karłowicza. Nie po to bynajmniej, by jego członkowie wręczyli sobie legitymacje i wpięli w klapy okolicznościowe znaczki. Powstało, by powołać do życia Międzynarodowy Festiwal Muzyki Kameralnej &quot;Muzyka na szczytach&quot;. W setną rocznicę śmierci kompozytora, taternika, fotografika, odbył się w kościele św. Krzyża piękny koncert inaugurujący obchody Roku Karłowicza Zakopanem. No bo gdzie miał by się odbyć. Tłumnie zgromadzona publiczność oczarowały nuty napisane o górach i dla gór, nuty, których twórca swą fascynację turniami przepłacił życiem. Orkiestra Akademii Beethovenowskiej pod dyrekcją Gabriela Chmury, sopranistka Bogumiła Dziel-Wawrowska, jej małżonek skrzypek Janusz Wawrowski i Grzegorz Turnau zapisali pierwszą, niezwykłą kartę w kalendarzu imprezy, której wróżę świetną przyszłość. Bowiem alternatywa dla trąbki na cześć Małysza jest wielu rodakom potrzebna jak powietrze. <br />

Andrzej Sikorowski
Dziennik Polski 13.02.2009